CYBERPUNK
REWOLUCJA DOKONANA - czym jest cyberpunk
Ha!art 2-3/2002

 

Rozmawiają: Krzysztof Loska, Andrzej Swiech i Tomasz Tkaczyk

Tomasz Tkaczyk: Wypada zacząć od podstaw: mamy rok 1984. Pojawia się grupa zapaleńców, m.in. W. Gibson, B. Sterling, R. Rucker; zostaje wydana powieść Neuromancer. To wydarzenie przyjmuje się za początek cyberpunku, nowego nurtu w science fiction. Tematem na inną rozmowę jest, czy cyberpunk pozostaje jeszcze w ramach SF, czy też poza te ramy wychodzi i staje się zupełnie nowym strumieniem literatury. Na pewno byt zjawiskiem, które przebudziło cały świat ówczesnej fantastyki. Cyberpunk zaczął się zmieniać chyba od razu - Gibson poszedł w stronę sieci i cyberprzestrzennych wyobrażeń, Sterling interesował się raczej zmianą człowieka pod wpływem technologii, inni autorzy również wypracowali własne style. Wydaje mi się, że zacząć tu wypada od postawienia fundamentalnego pytania - czym cyberpunk właściwie jest, czym był wtedy i jak ewoluował? Co nowego włączył w ten skostniały, stary twór, jakim była wtedy science fiction, jak przełamał dogmaty ustanowione przez wielkich tej literatury, np. Clarke'a, Lema... Czy była to rewolucja?

Krzysztof Loska: Na pewno nie rewolucja totalna. Wspomniani twórcy sięgali przecież do rozmaitych źródeł, również krytycy wskazywali na licznych prekursorów. Należy się jednak zastanowić, czy w istocie Neuromancer Gibsona był pierwszą książką cyberpunkowa, gdyż wcześniej pojawiły się opowiadania Bruce'a Sterlinga czy choćby tekst Bruce'a Bethke z '83 roku, zatytułowany Cyberpunk. Nie ma też zgody, co do tożsamości gatunkowej i granic owego zjawiska - jedni próbowali wyznaczyć pewne ramy czasowe, inni zwracali uwagę na ewolucję całego nurtu, można jednak zauważyć, że w latach 1982-84 pojawiła się grupa pisarzy, nierzadko wywodzących się z kręgów awangardowych, poszukująca nowych tematów i sposobów pisania, musiało jednak upłynąć trochę czasu, zanim zdobyli popularność. Poszukując możliwości zdefiniowania nowego nurtu, możemy sięgnąć do słynnej antologii Mirrorshades, zredagowanej przez Sterlinga, gdzie we wstępie mamy próbę określenia tego, czym jest cyberpunk. Jest to jednak definicja specyficzna, wyliczająco-opisowa, jako że amerykański autor wylicza charakterystyczne elementy cyberpunku, zwracając uwagę na obecność motywów przewodnich: inwazji ciała, elektronicznych implantów, chirurgii plastycznej, inżynierii genetycznej, z drugiej zaś strony, podkreśla rolę tematu inwazji umysłu, a co za tym idzie interfejsu mózg-komputer, sztucznej inteligencji, neurochemii, a więc technik pozwalających na radykalną przemianę natury człowieka. Nie jest to definicja w ścisłym znaczeniu tego słowa, ale raczej wyliczenie najczęściej spotykanych tematów, dróg, którymi podążają poszczególni autorzy. Należy jednak zauważyć, że cyberpunk nie jest zjawiskiem całkowicie nowym, gdyż niektórzy wskazują na jego związki z tzw. hard SF, sięgającą aż do Campbella, stawnego redaktora magazynu "Astounding Science Fiction", promującego nurt fantastyki zwanej ekstrapolacyjną. Z drugiej strony są krytycy, którzy utrzymują, że cyberpunk nie ma nic wspólnego z technologiczną odmianą SF i raczej widzą jego korzenie w literaturze nowofalowej - wskazując na pokrewieństwo z Ballardem czy Aldissem. Musimy również zwrócić uwagę na wpływy spoza getta science fiction - Nagi lunch Bourroughsa, Tęcza grawitacji Pynchona czy Plus McElroya, gdzie pojawiają się wątki cybernetyczne. Widzimy więc, że źródła cyberpunku nie są jednoznaczne, jednak zasadniczą rolę w powstaniu zjawiska odgrywa pojawienie się pojęcia rzeczywistości wirtualnej czy cyberprzestrzeni a które to przypisuje się Gibsonowi.

Andrzej Swiech: Bardzo ciekawe jest grono pisarzy, które pan zakreślił, jeżeli chodzi o prekursorów cyberpunku. Przeszukując sieć znalazłem stronę, na której dzieła ułożone są według tematów, czy też zjawisk obecnych w fantastyce. Pod hasłem "cyberpunk" znalazłem kilka 'pozycji, które są z naszego punktu widzenia co najmniej interesujące, choć należy je raczej zaliczyć do ciekawostek. Oprócz wspomnianego tu przez pana Pynchona czy Aldissa, pojawiają się też P.K. Dick i twórcy fantastyki związani raczej z literaturą nowofalową - a więc np. Bear - pojawia się także nazwisko... Chandlera z dopiskiem "za klimat i świat". Nie wiem, czy świadczy to o kryzysie cyberpunku, że musi on szukać wsparcia nawet wśród klasyki literatury kryminalnej (śmiech), czy też jest to tematyka tak szeroka, tym niemniej prawdą jest, że już wcześniej pojawiły się w czystej postaci wątki przedstawione później w Neuromancerze. Wystarczy wspomnieć opowiadanie tego samego autora Wypalić Chrom, z którego to tekstu znajdujemy w Neuromancerze wprost całe cytaty, czy Hotel New Rosę, którego nastrój i poetycko-balladowe opisy nierzadko są później w Neuromancerze - rozwijane l przetwarzane. Dla mnie osobiście, muszę przyznać, Neuromancer wyznaczył pewien schemat, niejako kanon tego, co przywykło się potem określać mianem cyberpunka. Przez pewien czas istniała bardzo widoczna tendencja, żeby kierunek ten definiować przy użyciu tej powieści jako instrumentarium. Tak robi np. profesor Żabski w swoim Leksykonie kultury popularnej, gdzie definicja cyberpunka jest właściwie streszczeniem Neuromancera. Jako jeden z podstawowych wyróżników kierunku podaje on zresztą cyberprzestrzeń, czyli prawdziwe miejsce rozgrywania się akcji w "klasycznym", cokolwiek to znaczy, cyberpunku. Podobnie zresztą twierdzi Frelik w swoim artykule, drukowanym swego czasu w "Magazynie Sztuki", uważając sieć, obojętnie jak nazywaną, za konstytutywny składnik utworu cyberpunkowego. Trzeba temu stwierdzeniu przyznać nieco racji, gdyż jest to zjawisko rzeczywiście często obecne w powieściach cyberpunkowych, choć różnie jest nazywana i różnie wygląda, dla przykładu: u Gibsona będzie to cyberprzestrzeń, u Cadigan - system, u Sterlinga - po prostu sieć, zaś u Stephensona - Metawers. Tym niemniej cyberpunk nie potrzebuje chyba sieci do zaistnienia - nie znajdziemy jej w Świętym płomieniu czy Schistmatix Sterlinga, a nikt chyba nie będzie odmawiał tym powieściom prawa należności do cyberpunku. Podstawowym problemem nie jest tu, używając Pańskiej terminologii, interfejs komputer - mózg, co raczej wpływ techniki na ludzkie ciało i umysł, jak człowiek może się zmienić pod jej wpływem.

KL: Temat ten został ciekawie przedstawiony w Schizmatrixie, gdzie mamy do czynienia i dwoma opozycyjnymi stronnictwami: zwolennikami maszynowego usprawniania człowieka (proces cyborgizacji), a więc Mechami oraz rzecznikami genetycznej manipulacji, czyli Kształcerzami. Jedni stają się cyborgami, podczas gdy drudzy są inżynierami genetycznymi, co oczywiście jest ogromnym uproszczeniem, bo powieść jest wielowątkowa. Odnajdziemy zresztą w niej elementy pochodzące z pięciu wcześniejszych opowiadań, opublikowanych w latach 1982-84 (które w Polsce chyba się nie ukazały). Powieść Sterlinga różni się w istotny sposób od utworów Gibsona, pozbawiona jest bowiem "neuromantycznej" atmosfery.

AŚ: Sterling rekompensuje sobie w pewien sposób brak "nuromantycznej" atmosfery, poprzez swoiste "nadużywanie" elementu neuro - przede wszystkim w sposobie przedstawiania przemiany człowiek w maszynę - a nie chodzi tu tylko o cyborgizację (w większym lub mniejszym stopniu), przykładem jest np. powieść Święty Płomień. W istocie rzeczy, gdybyśmy sprawdzali powieści cyberpunkowe pod względem realizacji "neuromantyzmu" na pewno mielibyśmy ciekawy podział... Na przykład Stephenson...

TT: Pamiętajmy jednak, że to już lata 90....

KL: Faktycznie, Stephenson jest późniejszy, zaliczany do grona autorów postcyberpunkowych.

TT: Myślę, jednak, że zaczynamy zbaczać z tematu.

AŚ: Właśnie - wracając jeszcze do definicji. Jest ich całe mnóstwo i w ogromnej większości są to definicje opisowe, jak słusznie zauważył przed chwilą pan zauważył. Istnieje jednak definicja maksymalnie krótka, maksymalnie skoncentrowana, a jednak wiele mówiąca. W jednym ze swoich artykułów Franz Rottensteiner określił cyberpunk za pomocą przeciwstawnych stwierdzeń - high tech & low life. Wydaje mi się, że jest to definicja najpełniejsza, gdyż mamy z jednej strony tą wysoką technologię, która wpływa na człowieka i społeczeństwo, także cyberpunk przedstawia się jako literatura po części socjologiczna, opisująca społeczności, które postawione są wobec wyzwań owej technologii. Jednocześnie z drugiej strony pojawia się cała wizja świata, w którym poruszają się bohaterowie, a więc wspomniane low life, slumsy i ulice pełne prostytutek, narkomanów i morderców na zlecenie. Tutaj pojawia się element punkowy nurtu, gdyż takie życie rodzi chęć przeciwstawienia się zastanemu systemowi, pragnienie buntu. Element "punk" pokazuje nam wszystko, co znajduje się poniżej pewnego poziomu w kanonie fantastyki naukowej. Wcześniej czegoś podobnego nie znajdziemy - szczególnie jest to widoczne w latach 50. i 60. Wtedy to bohaterem fantastyki nie mógł być człowiek, który nie skończył dwóch fakultetów i nie był wzorem wszelakich cnót, był najczęściej wspaniałym dowódcą statku kosmicznego urastającym do miary posągu. W cyberpunku mamy do czynienia z przeciwstawieniem się tym trendom -jego bohater to człowiek, który nierzadko zabija na zlecenie, nie jest kryształowy - raczej zły i egoistyczny, to człowiek bez przyszłości, który nie ma życia poza dniem dzisiejszym...

KL: Dodajmy również, że jest to często człowiek młody, nierzadko nastoletni, posiadający pewne cechy predestynujące go do bycia bohaterem cyberpunkowym, jak chociażby niezwykłe zdolności informatyczne. Bohaterowie mimo wszystko muszą się wyróżniać z wielonarodowego tłumu - ich naturalnym środowiskiem jest sieć, do której wchodzą w poszukiwaniu bogactwa naszej ery, czyli informacji. Ich prawdziwe życie, poza cyberprzestrzenią, jest często nieciekawe - czego przykładem choćby Bobby Newmark, głównego bohater Grata Zero czy postaci z ostatniej powieści Gibsona Wszystkie jutra. Na marginesie warto zaznaczyć, ze rozmawiając o cyberpunku, zapomina się zwykle o trzech ostatnich powieściach Gibsona, koncentrując się na Neuromancerze. Nic w tym dziwnego, skoro w dowolnym zbiorze opracowań krytycznych na temat cyberpunku są dwa, trzy teksty poświęcone tylko tej powieści... Należy również pamiętać, że tylko nieliczni autorzy doczekali się rozgłosu, w dodatku część z nich ich nieobecna na naszym rynku. Przede wszystkim polscy wydawcy pomijają feministyczną odmianę cyberpunku, nie ma książek najsłynniejszej autorki, Pat Cadigan, myślę o Mindplayers, Fools czy Synners - ta ostania powieść jest wręcz modelowym przykładem kobiecego wariantu SF. Warto również zwrócić uwagę na Marge Piercy - która nie jest pisarką z getta fantastycznego - i jej powieść He, She and It, gdzie mamy przetworzenie mitu golema, a więc opowieść o stworzeniu sztucznego życia, co w tym przypadku wiąże się jeszcze z problemem tożsamości płciowej oraz sytuacją kobiety w społeczeństwie. Przy okazji trzeba wspomnieć o kobiecych bohaterkach u Gibsona, jak chociażby Molly w Neuromancerze...

AŚ: Wydaje się, że jej autor darzy ją większą sympatią niż Case'a, głównego bohatera, który nie występuje już w kolejnych częściach w cyklu, zaś Molly pojawia się (również jako Sally) w Monie Lizie Turbo. Wracając do feministycznej odmiany cyberpunka, myślę, że jej nieobecność nie wynika wyłącznie ze złej woli wydawców, jest raczej rysem charakterystycznym całej fantastyki naukowej, w której kobiety są niejako "źle obecne". Poza Ursulą le Guin nie ma w tej literaturze autorek o tak mocno ugruntowanej pozycji, również na - polskim rynku nie ma pisarki, która odgrywałaby poważniejszą rolę. Może właśnie swoistym brakiem zaufania podyktowany jest brak polskich wydań powieści Wilhelminy Baird (dodajmy że cykl jej powieści - Crashcourse jest przecież porównywany do trylogii Ciągu), zaś Pat Cadigan pojawia się tylko w czasopismach, w krótkich formach. Dodać również należy, że nie wychodzą u nas również inni znaczący autorzy cyberpunka. Co prawda opublikowano całą twórczość Gibsona - i chwała za to polskim wydawcom - ukazały się również trzy powieści Sterlinga, choć wciąż brakuje tłumaczenia tak fundamentalnego dzieła jak Lustrzanki, z których tylko wstęp mieliśmy okazję przeczytać na łamach "Magazynu Sztuki". Ukazało się również kilka powieści Williamsa - choć w dość dziwnej kolejności, gdyż zanim pojawili się Okablowani czy Ryk tornada, wydano np. Metropolitę, przetłumaczono także powieść Aristoi, ale czy jest ona cyberpunkiem? Co prawda większość akcji rozgrywa się w ogromnej międzygalaktycznej sieci, jednak na tym kończą się podobieństwa. Cyberpunk wciąż tętni życiem, nadal się rozwija, przechodzi niezwykłe transformacje, o których po prostu niewiele wiemy. Porównując przywoływanego wielokrotnie w tej rozmowie Neuromancera do Schismatrix i Aristoi widzimy, że mamy do czynienia z trzema książkami, które mają naprawdę niewiele punktów wspólnych i są, można powiedzieć, trzema odmianami cyberpunka. Choć czynimy to rozróżnienie na wyczucie - tu mamy sieć, tu technikę, tu jeszcze coś innego, a więc pojawiają się tylko pojedyncze wątki, które zwykliśmy kojarzyć z cuberpunkiem.

KL: Może właśnie owa różnorodność jest przyczyną naszych problemów z określeniem tożsamości gatunkowej. Skoro mamy wyliczone tematy, poszukujemy utworów, pasujących do przygotowanych uprzednio kategorii. Z drugiej strony, gdybyśmy sformułowali definicję o innym charakterze, prawdopodobnie mielibyśmy kłopot ze znalezieniem utworów wyznaczających ramy gatunku....

TT: I przy odpowiedniej liczbie kryteriów zostałby nam sam Neuromancer...

KL: Kto wie, może wówczas musielibyśmy szukać zależności na innym poziomie, wskazując - jak czynili niektórzy krytycy (m.in. Brian McHale czy Veronica Hollinger) - na powinowactwa z literaturą postmodernistyczną. Wspominałem o Pynchonie i Borroughsie jako prekursorach cyberpunka - chodzi tu o sposób prowadzenia narracji, podważenie obowiązującego w science fiction sposobu opowiadania zdarzeń i konstruowania postaci. Fantastyka naukowa odwoływała się do klasycznego modelu narracji, opartego na linearnym następstwie zdarzeń. Wynikało to po części z faktu, że była skierowana do młodego czytelnika, musiała być więc łatwo zrozumiała i przyswajalna, zaś utwory cyberpunkowe są zazwyczaj bardzo trudne w odbiorze. Czytając Synnersciy He, She and It przekonujemy się, że niełatwo jest przebrnąć przez gąszcz wydarzeń, rozbudowaną strukturę fabularną, eliptyczną narrację. Nawet powieści napisane przez Rudy'ego Ruckera czy Lewisa Shinera - znacznie prostsze, krótsze i przyjemniejsze w lekturze - również wymagają skupienia od czytelnika. Z podobnym zjawiskiem spotykamy się w utworach z pogranicza cyberpunku, jak Biały szum DeLillo czy Pius McElroya. Wydaje mi się, że podstawowy problem z obecnością cyberpunku na naszym rynku wydawniczym wynika poniekąd z braku promocji tej literatury, która nie jest skierowana dla masowego odbiorcy fantastyki - podobnie jak postmodernistyczne dzieła Pynchona, Barthelmego, Bartha nie były przeznaczona dla szerokiego grona czytelników.

AŚ: Ale z drugiej strony istnieje powieść Sterlinga umieszczona w sieci - The Hacker Crackdown -adresowana właśnie do młodych czytelników, tych wymarzonych czarodziejów komputerowych, opisująca świat hackerskiego undergroundu. Przede wszystkim dla nich zrozumiałe są dialogi prowadzone w hackerskim slangu i występująca tam terminologia. Wydaje mi się też, że warto zwrócić uwagę na inny fakt, który wpływa na mniejszą popularność tej literatury. Cyberpunk informuje, niczego nie wyjaśniając. Gdy Gibson mówi o deku, symstymie czy trodach nie tłumaczy, do czego to służy, nie pokazuje, jak to wygląda - każe po prostu bohaterom tych sprzętów używać. Znów łezka w oku się kręci na wspomnienie wczesnych powieści SF, gdzie pisarze dołączali specjalne słowniczki, wyjaśniające działanie i wygląd urządzeń. Pojawiały się też opisy przeróżnych rekwizytów, zajmujące długie stronice - aż czasami ciężko było przez nie przebrnąć.

KL: Proszę jednak pamiętać, że Stanisław Lem, Isaac Asimov czy Arthur C. Clarke mieli znakomite przygotowanie naukowe - w przeciwieństwie do Gibsona, ojca cyberpunka, piszącego o urządzeniach, którymi nigdy się nie posługiwał. W Gibsonie widzimy raczej wizjonera niż technika - czego najlepszym przykładem jest wymyślona przez niego cyberprzestrzeń. Nie wiem, czy rzeczywiście cyberpunk jest adresowany przede wszystkim do specjalistów z branży komputerowej, choć z pewnością znajdziemy wielu wielbicieli science fiction wśród informatyków.

AŚ: Chyba należałoby rozszerzyć to na wszystkich "ścisłowców", gdyż zarówno pisarze, jak czytelnicy wywodzą się z tego kręgu. Tym niemniej nie chciałbym abyśmy popadli w skrajność, gdyż w tym momencie musielibyśmy rozważać choćby Kukułcze jajo jako książkę cyberpunkową - w końcu opowiada ona historię ujęcia hackera...

KL: Postać hackera na pewno nie jest wystarczającym kryterium. Warto wspomnieć o filmie Hackerzy ("Hackers" - Iain'a Softley'a - przy. Leho), który niewiele ma wspólnego z cyberpunkiem, choć jego bohaterami są przecież tytułowi hackerzy. Ważną rolę odgrywa odmienna wizja świata proponowana przez twórców cyberpunkowych opowieści. Poniekąd wiąże się to i mistyczną czy metafizyczną otoczką, która raziła pisarzy przyzwyczajonych do ekstrapolacyjnego modelu SF, opartego na konieczności racjonalnego wyjaśnienia wszystkich zdarzeń w oparciu o obowiązujące paradygmaty naukowe, podczas gdy religia i mistyka z pewnością nie mieściły się w tym nurcie. W cyberpunku rola elementów metafizycznych jest niesłychanie doniosła, choćby przez wzgląd na istoty zamieszkujące cyberprzestrzeń, noszące u Gibsona nazwy przejęte i religii voodoo (np. loa). Jednak najpopularniejszym tematem jest chyba motyw transformacji ciała oraz opozycji ciała i umysłu. Nowe technologie obiecując świat, w którym człowiek staje się jedynie bezcielesnym i bezpłciowym organizmem - świat cyberprzestrzeni umożliwia iluzoryczne panowanie nad rzeczywistością, naturą, nad własnym ciałem, naznaczonym przez rasę, płeć, itp. W ten sposób powstaje utopijna wizja "nowego wspaniałego świata" zamieszkanego przez wirtualne ciała pozbawione tożsamości: materialne ciało jest jedynie przeszkodą, więzieniem, zbędnym składnikiem, którego należy się szybko pozbyć przed wkroczeniem w wirtualną rzeczywistość. Przenosząc się w cyberprzestrzeń porzucamy swe ciała, które w "nowym świecie" zastąpione zostają cyfrowymi odpowiednikami, gdzie ludzie, zwani tu awatarami, stanowią jedynie fragment programu komputerowego. Klasyczna dychotomia ciała i duszy powróci w cyberpunkowych światach Williama Gibsona, których bohaterowie wkraczają w nowy - postludzki - wymiar egzystencji, stając się nowymi ludźmi - homo datum. Z drugiej jednakże strony, można zauważyć, że owo marzenie o wyzwoleniu się z ograniczeń ciała jest czystym złudzeniem. Również sztuczne inteligencje mają pewne cechy boskie - wszechmoc czy wszechobecność elektroniczna, choć są to byty stworzone przez człowieka. Nie po raz pierwszy jednak wytwory człowieka zyskują autonomię (wystarczy wspomnieć o motywie buntu robotów), usamodzielniają się, przejmują władzę nad swymi stwórcami - jak czyni to "Wintermute" - sztuczna inteligencja kierująca potężnym spiskiem w Neuromancerze Gibsona czy tajemniczy "Mailman", program komputerowy z noweli True Names Vernora Vinge'a. Maszyna buntuje się zyskując wolność, świadomość, choć nierzadko chcąc osiągnąć cel musi zniszczyć człowieka (ps. przypomina mi się tu mój sen o cyborgach "ZINek#2, Rozważania - W cieniu cyborga - "Mój sen 06.1998" przyp. Leho) . W cyberpunku bunt maszyn może pojawić się również w innej postaci - np. wirusa komputerowego, co ma miejsce w znakomitej Zamieci Stephensona, gdzie tytułowy wirus może zaatakować nie tylko system komputera, ale również świadomość użytkownika, może przedostać się do układu nerwowego, przekształcając człowieka od środka, przedostając się do miejsc, w których przechowywana jest informacja DNA. (ps. albo spowodować "uczłowieczenie", czyli nabycie świadomości bohatera wirtualnej gry, jak to miało miejsce w filmie "Nirvana" Gabriele Salvatores'a, przyp. Leho).

AŚ: Chciałbym wrócić do "wątku sieciowego", o którym przed chwilą Pan wspomniał. Motyw tęsknoty za siecią pojawia się w jednym z polskich tekstów - CyberJoly Drim Antoniny Liedtke. Fabularnie opowiadanie jest po prostu sieciową love story, tym niemniej ciekawa jest sama koncepcja sieci i podejście do niej bohaterów, którzy nie tylko używają sieci, ale w niej żyją, znają się od lat, rozpoznają charakterystyczne dla siebie grepsy, gardzą rzeczywistością i uważają ją niejako za "gorszy świat". Skoro zaś powiedzieliśmy o tym tekście, grzechem byłoby nie wspomnieć dużo lepszych dokonań na gruncie polskiego cyberpunka. Jest u nas przecież Wiśniewski ze swoim Manipulatrice - najbardziej "Gibsonowskim" tekstem po polsku, jest Ziemkiewicz z Pieprzonym losem kataryniarza, dziś już klasyką gatunku po polsku. Popełnił on zresztą jeszcze kilka tekstów, które można z powodzeniem uznać za swoistą odmianę cyberpunka - jak mówi sam pisarz: "cyber jak najbardziej, punk jak najbardziej nie" - tu wymienić należałoby na pewno opowiadania z tomu Czerwone dywany odmierzony krok i powieść Walc stulecia. I każdym kolejnym opowiadaniem widać, że Ziemkiewicz jest coraz lepszy, jego wizje są coraz ciekawsze...

TT: Podobnie chyba jak Dukaj - zaczęło się przecież od Irrehaare a skończyło na Czarnych oceanach, najlepszej obecnie polskiej powieści, którą można by nazwać polską odmianą cyberpunku. Również kilka opowiadań z tomu W kraju niewiernych, gdzie znajduje się mikropowieść Irrehaare, można uznać za cyberpunkowe... choć w bardzo ciekawym, indywidualnym stylu...

KL: W istocie rzeczy wspomniane przykłady są nad wyraz interesujące, jednak wobec znikomej ilości tytułów trudno mówić o polskiej odmianie cyberpunku, który pojawił się zresztą w naszym kraju ze znacznym opóźnieniem. Czarne oceany - książka, która miała zmienić oblicze literatury science fiction w Polsce - ukazała się na rynku zaledwie kilka miesięcy temu, a więc blisko dwadzieścia lat po Neuromancerze. Na niezwykłą różnorodność amerykańskiej literatury fantastycznonaukowej przyjdzie nam jeszcze długo poczekać.

TT: Przejdźmy teraz do tematyki filmowej, Cyberpunk wydaje się przecież wymarzonym gatunkiem dla filmowców, szczególnie hollywoodzkich, posiadających odpowiednie środki finansowe i techniczne zaplecze niezbędne dla adaptacji powieści takich jak Neuromancer Gibsona czy Zamieć Stephensona. Tymczasem, paradoksalnie, po dwudziestu latach istnienia tegoż nurtu, kino cyberpunkowe praktycznie nie istnieje. Dlaczego?

KL: Cyberpunk, wbrew pozorom, nie jest bynajmniej wdzięcznym tematem dla kina amerykańskiego. Przede wszystkim książki, o których Pan wspomniał, niezwykle trudno przełożyć na język filmu, chociażby z powodu eliptycznej narracji oraz specyficznej konstrukcji świata przedstawionego (przypomnijmy, że akcja rozgrywa się w cyberprzestrzeni). Możemy przekonać się o tym na przykładzie Johnny'ego Mnemonica, który ma niewiele wspólnego z literackim pierwowzorem, w zamian otrzymaliśmy schematyczny thriller futurystyczny. Słabością filmu Roberta Longo, jak również kilku innych "cyberpunkowych" produkcji, jest poniekąd sposób przedstawiania rzeczywistości wirtualnej.

AŚ: Możemy się o tym przekonać oglądając obie części Kosiarza umysłów, gdzie sieć przypomina gry komputerowe. Właściwie chyba w historii kina nie ma dobrze pokazanej sieci, czy nawet jak to się określa potocznie - wnętrza komputera. Tu skądinąd skojarzył mi się film Tron, który dokładnie taką sytuację przedstawia...

KL: Z pewnością nie jest to przestrzeń, do której pragnęlibyśmy się przenieść, porzucając własne ciało. Owszem, znajdziemy w kinie hollywoodzkim obrazy, które mogą zauroczyć, lecz raczej nie zastąpią nam materialnej rzeczywistości. Przypominam sobie film z Russellem Crowem, Zabójcza perfekcja, w którym sieć odgrywa bardzo ważną rolę, jest też wielki przebój ostatnich lat, czyli Matrix, odwołujący się do poetyki cyberpunka, zrywający przy tym z charakterystyczną ideologią tego ruchu, posługujący się motywem Mesjasza (wykorzystywanym zresztą przez kino science fiction: Na srebrnym globie czy Diuna).

TT: Główny bohater Matixa jest w istocie przeciwieństwem postaci z literatury cyberpunkowej, tamci są zwykle skrajnymi egoistami, myślą wyłącznie o sobie.

KL: Tak. Wprawdzie Neo jest na początku pokazany jako hacker, jednak jest to tylko zajęcie uboczne...

TT: Nie do przyjęcia wydaje się też zakończenie... (ps. dobrze, że nie tylko mi zakończenie totalnie się nie podobało, przyp. Leho)

KL: Wyraźnie widać wiec, że jest to klasyczne kino hollywoodzkie. Film braci Wachowskich nie mógł się skończyć inaczej. Znacznie ciekawsze w tym kontekście wydaje się być kino japońskie, z Duchem w pancerzu na czele, który jest bodaj najlepszym filmem cyberpunkowym. W warstwie fabularnej oraz w sposobach kreowania świata przedstawionego odnajdziemy nawiązania do twórczości Gibsona, pewne wątki z Neuromancera zostają przeniesione, podobnie jak niektóre postaci - np. Władca Kukiełek, sztuczna inteligencja przypominająca Wintermute. Niestety, jest to film animowany, a więc oparty na swoistych konwencjach kina anime - bohaterką jest kobieta, a sposób obrazowania wywodzi się wprost z japońskich komiksów, co zawęża nieco krąg odbiorców.

TT: Na gruncie cyberpunkowym pojawiły się również eksperymentalne dzieła - japońskie filmy autorskie, m.in. Tetsuo i Testuo II. To bardzo mocne, agresywne kino rodem z najmroczniej-szych, cyberpunkowych opowieści. Chyba najbliższe punkowi... (Dokładnie to "Tetsuo Body Hammer", przyp. Leho).

KL: Tetsuo jest nie tylko filmem niezwykle agresywnym, ale wręcz perwersyjnym, większość ludzi, których znam, oglądała go z niesmakiem. To dzieło dla bardzo wąskiego kręgu odbiorców, z pewnością nie przeznaczone do kinowego rozpowszechniania. Ale proszę pamiętać, że podobnie rzecz się ma z niektórymi powieściami cyberpunkowymi.

AŚ: Trudno zaprzeczyć, że jest to film dla nietypowego odbiorcy, choć znam kilku zagorzałych fanów. Tym niemniej istnieją przecież filmy utrzymane w tonacji mrocznego miasta, choćby Dziwne dni K. Bigelow. Ciekawym dokonaniem, szczególnie w świetle poprzednich niepochlebnych uwag o kreacji cyberprzestrzeni jest też eXistenZ D. Cronenberga. Mamy tu bowiem do czynienia z rzeczywistością wirtualnej gry, która wciąga uczestników do tego stopnia, że nie wiadomo, co jeszcze jest grą, a co już nie. Nie licząc faktu, że nikt nie chce tej rzeczywistości opuścić...

KL: Możemy wskazać na pewne pokrewieństwo Dziwnych dni z cyberpunkowymi opowieściami, mamy bowiem do czynienia z zaawansowaną technologią pozwalającą oglądać cudze wspomnienia, brak tu jednak cyberprzestrzeni w dosłownym rozumieniu tego pojęcia. Jeśli zaś chodzi o eXistenZ, kanadyjskiemu reżyserowi udało się stworzyć rzeczywistość alternatywną. Świat, w którym wszystko jest odmienne, a zarazem w przedziwny sposób znajome, w którym możliwe jest przekroczenie każdego tabu, toteż rzeczywistość ta staje się nie tylko atrakcyjna, ale i niebezpieczna.

TT: Bardzo ważna jest w tutaj wypowiedź mechanika, granego przez Willema Dafoe, który twierdzi, że gra odmieniła jego życie, pomimo że nadal jest mechanikiem, odtwarza więc swoją rolę z rzeczywistości, lecz gra daje mu ogromne możliwości np. morderstwa bez poniesienia jakichkolwiek konsekwencji. Cronenberg zresztą jest twórcą bardzo bliskim cyberpunkowi i w wielu filmach daje nam to odczuć. Wystarczy wspomnieć Crash wg powieści Ballarda czy Wideodrom. Podobnie jest w Potomstwie, bardzo bliskim wątkom "cielesnym" w cyberpunku...

KL: W filmach Cronenberga często mamy do czynienia z zachwianiem relacji między fikcją i rzeczywistością, prawdą i złudzeniem, z sytuacją, w której świat zewnętrzny traci status realności, stając się wyłącznie królestwem fikcji i pozoru. W takim świecie, zdeterminowanym przez technikę, przyszło żyć nie tylko bohaterom eXistenZ, ale i Wideodromu czy Crashu, gdzie spotykamy się z charakterystycznymi tematami literatury cyberpunkowej: przekształceniem własnego ciała, jego deformacją, motywem związku człowieka z maszyną. Ciało ludzkie staje się czymś na kształt urządzenia hi-fi, produktem wysoko rozwiniętej technologii, która odebrała nam poczucie własnego istnienia, doprowadziła do odrealnienia naszej podmiotowości i naszego świata.

AŚ: Porozmawiajmy jeszcze o kolejnych mitach cyberpunka. Na przykład twórczości P.K. Dicka i filmie Blade Runner...

KL: Niemal wszyscy poszukujący źródeł cyberpunku wskazują na twórczość amerykańskiego pisarza oraz film Ridleya Scotta, nakręcony przecież na podstawie znakomitej książki tegoż autora. W odniesieniach do Dicka chodzi przede wszystkim o pewną wizję świata, rządzonego przez wielkie korporacje, konstrukcję postaci (samotnego bohatera, outsidera) oraz motyw światów alternatywnych, z kolei w przypadku Łowcy androidów chodzi o pesymistyczna wizję przyszłości, klaustrofobiczną atmosferę wielkiego miasta, egzotyczną scenerię, odniesienia do kultury Dalekiego Wschodu, wszechobecność różnorodnych środków przekazu oraz swoisty związek zaawansowanej technologii (high tech) i sposobu życia właściwego bezdomnym (Low life).

TT: Wracając jeszcze do możliwości kina cyberpunkowego. Powieści cyberpunkowe są z pewnością niełatwe do przełożenia na język filmowy, lecz podobnym wyzwaniom musieli sprostać dawniej wielcy twórcy kina, jak np. Kubrick podczas realizacji Odysei kosmicznej 2001 czy Mechanicznej pomarańczy, których pierwowzory literackie też nie należały do łatwych w przekładzie na język filmu. Może po prostu trzeba trochę poczekać, jak na Władcę Pierścieni, dzieło przeniesione na ekran przez Petera Jacksona, znanego dotychczas przede wszystkim z niskobudżetowych, krwawych horrorów, jak Martwica mózgu, czy Zły smak. Może kiedyś Neuromancera wyreżyseruje Shinya Tsukamoto - autor Tetsuo, oczywiście... kiedy "filmowo" dorośnie. (śmiech) Myślę, że nadszedł czas na podsumowanie. Doszliśmy do wniosku, że cyberpunk nie był rewolucją totalną, zarówno w przypadku literatury, jak i filmu. O ile jednak w literaturze lawina ruszyła i Neuromancer spowodował pojawienie się wielu podobnych dzieł, o tyle w filmie są to właściwie przypadki odosobnione, pojedyncze. Mamy Cronenberga, próbował swoich sił Ferrara (Hotel New Rosę), ekranizacja Johnny'ego Mnemonica jest zrobiona z rozmachem, ale zupełnie nie "po cyberpunkowemu". Była to jednak, trzeba przyznać, pierwsza próba komercyjnego wykorzystania tejże tematyki.

AŚ: Spoglądając na ówczesną literaturę SF - trzeba przyznać, obojętne co złego byśmy o cyberpunku nie powiedzieli, że był ożywczą bryzą, pojawił się w doskonałym momencie, gdy ta literatura nieco się już zastała, osiadła na laurach, stała się nieco nudna. Te same motywy, tematy, schematy fabularne - to męczyło już nie tylko czytelników, ale chyba również samych pisarzy. W tym momencie Gibson swoim Neuromancerem pokazał, że jest jeszcze w fantastyce coś do zrobienia. Oprócz tego cyberpunk stał się literaturą bardzo regionalną - przestał obowiązywać schemat, że bohater musi posiadać zachodnie nazwisko, a globalny świat, jaki proponuje cyberpunk zlikwidował wszelkie ograniczenia. Pisarze nie boją się pokazywać mieszanki kultur, nasyconej jednak specjalnym kolorytem miejsca, w którym powstaje ta literatura. Ziemkiewicz bez oporów umieszcza swój Pieprzony los kataryniarza w Polsce i głównym bohaterem robiąc Polaka. Jest to przecież kierunek zupełnie inny - to, co nazywamy cyberpunkiem po polsku, różni się on od tego co zwykliśmy nazywać cyberpunkiem, który oczywiście przede wszystkim związaliśmy z literaturą zachodnią.

TT: Podsumowując nasze rozważania o kinie cyberpunkowym, sądzę iż po prostu poszło ono w różne strony, podobnie jak literatura. Rozmawialiśmy o definicji, która zwykle jest opisowa: tutaj również mamy to samo. Kolejne filmy, o których rozmawialiśmy, mają poszczególne elementy tej definicji, posiadają cząstki tego, co określilibyśmy cyberpunkiem i dlatego są cyberpunkowe. Wciąż nie ma filmu w całości utrzymanego w tej poetyce, skoncentrowanego TYLKO na tym nurcie. Z powodu tego rozrzucenia wątków na wiele różnych filmów nie można mówić o istnieniu dzieła czysto cyberpunkowego, o niejako kultowym statusie.

KL: Zawsze jednak można mieć nadzieję, że takie powstanie. Generalnie jednak nurty nie mają takiego "jedynego" dzieła. Powiedzmy, akurat w cyberpunku mamy Neuromancera, tym niemniej w tym nurcie rozwijają się różne kierunki - przecież również w '84 roku powstają znane i nadal obecne w świadomości dzieła wewnątrz nurtu. Tworzone są przez znanych autorów - nie tylko z nurtu, ale również specjalistów w innych dziedzinach - informatyce, matematyków, fizyków, ogólnie mówiąc: ścisłowców. Co oczywiście nie znaczy, że w samym cyberpunku takich ludzi brakuje - Rudy Rucker jest przecież matematykiem i publikuje jako naukowiec. Wydaje m się, że właśnie różnorodność cyberpunka spowodowała, że ten nurt stał się tak popularny i to nie tylko na gruncie literackim, ale również sztuk, które nazwalibyśmy audiowizualnymi, czy optycznymi. Tu na przykład performance, kino czy teatr. Dodatkowo - oczywiście muzyka jakoś inspirowana cyberpunkiem. Myślę, idąc dalej tym tokiem rozumowania, że można szukać cyberpunkowych proweniencji również w sztukach, takich jak malarstwo i rzeźba. Nie jest to więc złe, że nie był to taki jednotorowy nurt, tak jednoznacznie zdefiniowany, gdyż właśnie dzięki temu może inspirować ludzi, którzy w żaden sposób nie są, a czasem nawet nie chcą być z cyberpunkiem kojarzeni. Nie zawsze brak wyraźnej granicy pomiędzy tym co danym gatunkiem jeszcze jest, a co już nie, musi być negatywny. Owszem, wywołuje to pewien brak tożsamości, ale i z tym różnie bywało. Weźmy tu na przykład jeden z najbardziej znanych nurtów w kinie, czyli francuska "Nowa fala" wydała Do utraty tchu i Czterysta batów - totalnie różne dzieła, a jednak wraz z filmami A. Resnais, który jest tu kolejną wielką postacią, zalicza się je do jednego kierunku. Nurt chyba więc nie musi być jednorodny, by zaistnieć. Wcześniej musiałby chyba umrzeć, a tak - w jakiś sposób jednak się rozwija. 

------------------------------------------
Title : CYBERPUNK Rewolucja Dokonana
Type  : Rozważania
Source: Ha!art 2-3/2002 < www.ha.art.pl >
Author: Krzysztof Loska, Andzrzej Świech, Tomasz Takczyk

www.cybertech.prv.pl